narty Zieleniec

Studencki wypad w na narty do Zieleńca

Sesja zaliczona przerwa świąteczna przed nami, więc z naszą paczką postanowiliśmy pojechać w góry. Rozważaliśmy wyjazd do Czech lub pozostanie w Polsce. Mieszkamy we Wrocławiu, więc mamy blisko. Szukaliśmy odpowiedniej miejscowości w górach.

Szaleństwo na nartach w  Zieleńcu

narty ZieleniecCzęść z naszej paczki to doświadczeni narciarze, ale dwoje z naszych kolegów nigdy nie miała nart na nogach. Musieliśmy zatem wybrać miejsce w którym my, zaprawieni narciarze będziemy mogli założyć narty biegowe i poszaleć na kilku kilometrowych stokach, a nasi niedoświadczeni znajomi mogliby się nauczyć podstaw jazdy. Przypomniał mi się stok na którym sam uczyłem się jeździć, był to stok narciarski-Czarna góra. Słyszałem jednak, że stok w Czarnej górze bardziej rozwinął się w stronę zaawansowanych narciarzy, więc musieliśmy szukać alternatywy. Znaleźliśmy stok w Zieleńcu, który polecił nam ten stok, a na narty Zieleniec był w zeszłym roku. Zarezerwowaliśmy bilety na pociąg, wynajęliśmy nocleg na trzy dni, zrobiliśmy zapasy jedzenia i wyruszyliśmy. Ja z kolegą wzięliśmy własny sprzęt narciarski, gdyż jeździmy w góry co roku, a znajomym poleciliśmy wstrzymać się z zakupem zarówno sprzętu jak i odzieży, gdyż nie są to tanie rzeczy, a szkoda ich zmarnowanych pieniędzy, gdyby nauka jazdy na nartach im się nie spodobała. Po trzech godzinach jazdy dotarliśmy na miejsce i zameldowaliśmy się w naszej bazie. Zieleniec okazał być się niezwykle urokliwym miejscem z masą atrakcji mimo że przyjechaliśmy praktycznie na końcówkę sezonu. W okolicy znajdowała się szkółka narciarska do której wysłałem naszych niedoświadczonych znajomych. Była tam też wypożyczalnia sprzętu narciarskiego jak i odzieży narciarskiej w całkiem przystępnych cenach. W tym czasie ja z kolegą poszliśmy zjeżdżać po bardziej stromych stokach, których było tu kilka w okolicy. Poszaleliśmy kilka godzin w międzyczasie mając oko na naszych znajomych, którzy co chwilę się wywracali po przejechaniu paru metrów.

Niestety nauka jazdy na nartach to nie jest prosta sprawa, ale im dłużej ćwiczyli, tym szło im coraz lepiej. Wieczorem wszyscy poszliśmy do najbliższej góralskiej chaty, aby wypić coś mocniejszego i spróbować góralskich przysmaków, których zawsze mi brakuje, gdy opuszczamy góry.